
Mięso i ekologia
World Watch magazine, lipiec / sierpień 2004
Autorzy: Redakcja magazynu World Watch
Tłumaczenie: Dorota Szczęsna
Teraz to już nie jest prywatna sprawa! Czy tego chcemy czy nie, spożywanie mięsa staje się problemem dla wszystkich mieszkańców naszej planety.
Gdybyśmy zapytali parę osób o to, jak poważnym problemem społecznym jest spożywanie mięsa, większość z nich zapewne byłaby zaskoczona, słysząc że w ogóle można tę sprawę uznać za problem. Pewnie usłyszelibyśmy, że to czy ktoś je mięso, czy nie (bądź w jakich ilościach) jest jego prywatną sprawą. Owszem, mięso może szkodzić na serce, zwłaszcza w przypadku osób z nadwagą, ale raczej nie jest to jedna z tych niezwykle ważnych kwestii – takich jak terroryzm, gospodarka, wojna czy „ekologia” – nad którymi debatują kandydaci na prezydenta i senatorowie.
Nawet jeżeli kilka z zapytanych osób stwierdziłoby, że spożywanie mięsa może mieć istotne konsekwencje dla środowiska naturalnego, to skutki te prawdopodobnie wydałyby im się stosunkowo niewielkie. Pojawiały się raporty na temat wycinania lasów tropikalnych pod wielkie hodowle bydła oraz na temat niszczenia naturalnych łąk w wyniku wypasu zwierząt, ale do niedawna ekolodzy nie mówili, że jedzenie mięsa to problem godny uwagi takich organizacji jak Amazon Watch, Conservation International, czy też Greenpeace.
Jednak w miarę rozwoju ekologii stało się jasne, że apetyt ludzi na mięso leży u podstaw właściwie każdej znaczącej kategorii szkód wyrządzanych środowisku naturalnemu, które obecnie zagrażają naszej przyszłości. Należą do nich wylesianie, erozja, niedobór słodkiej wody, zanieczyszczenie powietrza i wody, zmiany klimatyczne, utrata bioróżnorodności, nierówności społeczne, destabilizacja lokalnych wspólnot oraz szerzenie się chorób.
W jaki sposób tak pozornie błaha „kwestia smaku”, jaką jest spożywanie mięsa, niemalże w mgnieniu oka przesunęła się z marginesu dyskusji nad zrównoważonym rozwojem do jej centrum? Po pierwsze w ciągu minionego półwiecza indywidualne spożycie mięsa zwiększyło się ponad dwukrotnie, pomimo stałego wzrostu ludności na świecie. W rezultacie ogólny popyt na mięso zwiększył się pięciokrotnie. To z kolei nasiliło presję na takie zasoby, jak woda, ziemia, pasza, nawozy, paliwa, możliwości utylizowania odpadów jak również inne ograniczone dobra naszej planety.
Aby zilustrować znaczenie, jakie obecność mięsa w naszej codziennej diecie ma dla środowiska naturalnego, postanowiliśmy zbadać wpływ tej – wydawałoby się nieistotnej – sprawy na główne kategorie szkód ekologicznych, które są powszechnie uważane za największe zagrożenie dla przyszłości człowieka. Krótkiemu omówieniu naszych ustaleń towarzyszą wypowiedzi wybitnych obserwatorów; niektórzy z nich proponują, w jaki sposób powinniśmy pochodzić do tej delikatnej sprawy –nie każdy bowiem miłośnik schabowego lub karkówki bez walki przerzuci się na tofu.

Wylesianie było pierwszym poważnym, negatywnym z punktu widzenia środowiska naturalnego, skutkiem rozwoju cywilizacji. Wycinano ogromne połacie lasów, aby zyskać grunty dla rolnictwa, w ramach którego udomawiano zarówno jadalne rośliny, jak i zwierzęta. Wyprodukowanie żywności pochodzenia zwierzęcego o określonej wartości kalorycznej wymaga znacznie większego obszaru niż wytworzenie analogicznej ilości pożywienia z roślin. Przez około 10 tysięcy lat, gdy nie brakowało nowych gruntów do zagospodarowania, nie stanowiło to większego problemu. Jednak w 1990 roku World Hunger Program na Uniwersytecie Brown obliczył, że gdyby wszystkie zebrane ostatnio plony zostały równomiernie rozdzielone wśród ludzi, bez przeznaczania ich na paszę dla zwierząt, to pozwoliłyby one wykarmić 6 miliardów ludzi; tymczasem przy obfitującym w mięso sposobie żywienia, jaki panuje obecnie w zamożniejszych krajach, te same plony starczają dla zaledwie 2,6 miliarda ludzi. Oznacza to, że przy obecnej liczebności populacji, która przekracza 6 miliardów, mamy już do czynienia z deficytem ziemi. Jest on równoważony przez zintensyfikowane połowy ryb, co z kolei powoduje szybkie wyczerpywanie się łowisk. Jeżeli spożycie mięsa pozostanie na niezmienionym poziomie lub jeżeli liczba ludzi będzie nadal rosła w przewidywanym tempie, w niedalekiej przyszłości jedynym sposobem by wykarmić wszystkich mieszkańców ziemi będzie dalsze wycinanie lasów. Obecnie zatem wybór pomiędzy białkiem pochodzenia zwierzęcego a białkiem roślinnym ma bezpośredni wpływ na to, ile drzew będziemy musieli jeszcze wyciąć.
W ciągu ostatnich 40 lat 40 procent wszystkich lasów deszczowych w Ameryce Środkowej zostało wykarczowane lub wypalone w większości pod pastwiska dla bydła hodowanego na eksport, z którego nierzadko produkuje się amerykańskie hamburgery... Dla ubogich mieszkańców państw eksportujących wołowinę mięso jest bowiem za drogie. Mimo to w niektórych przypadkach hodowla bydła wyparła bardzo wydajne rolnictwo tradycyjne.
Centrum Międzynarodowych Badań nad Leśnictwem informuje, że ze względu na szybki wzrost sprzedaży brazylijskiej wołowiny przyspieszeniu uległo również tempo niszczenia Puszczy Amazońskiej. „Krótko mówiąc, hodowcy bydła produkują kotlety mielone z brazylijskich lasów deszczowych”, stwierdza dyrektor generalny ośrodka David Kaimowitz.
Niszczenie łąk i innych obszarów trawiastych to kolejny problem, jaki powstał w wyniku rozrastania się stad zwierząt hodowlanych i zastępowania terenów, na których niegdyś żerowały dzikie bizony czy antylopy monokulturowymi pastwiskami dla celów masowego wypasu bydła. W recenzji książki Richarda Manninga z 1995 roku, zatytułowanej Grassland: The History, Biology, Politics, and Promise of the American Prairie pisarz James Risser, laureat Nagrody Pulitzera, zauważa: „Wiele osób buntuje się na myśl o tym, że zróżnicowane gatunkowo lasy są wycinane i zastępowane leśnymi farmami z jednym tylko gatunkiem drzew. Mało kto zdaje sobie sprawę, że falujące pole złotej pszenicy jest w rzeczywistości tym samym – monokulturową uprawą powstałą w miejsce niegdyś bogatej i zróżnicowanej łąki, która została wycięta”.
Łąki zajmują największy obszar ziemi ze wszystkich ekosystemów w Ameryce Północnej; one również najbardziej ucierpiały.
Kolejnym rozwiązaniem [problemu zaniku terenów trawiastych w Afryce] byłoby przejście z wypasu bydła na hodowlę dzikiej zwierzyny na ranczach, gdyż antylopy w przeciwieństwie do bydła są przystosowane do życia na częściowo suchych obszarach. Nie muszą odbywać codziennych wędrówek do wodopoju, powodując tym samym mniejsze zadeptanie i zagęszczenie gleby... Odchody antylop mają postać niewielkich suchych bobków, które zatrzymują zawarty w nich azot, skutecznie użyźniając glebę. Krowy natomiast wydalają duże, płaskie, wodniste placki, które nagrzewając się szybko tracą większość azotu (w formie amoniaku) ... na rzecz atmosfery. Eksperymentalne ranczo hodowli dzikich zwierząt w Kenii okazało się bardzo zyskowne i równocześnie przyczyniło się do odbudowy pastwiska.
Słodka woda, podobnie jak ziemia, przez pierwsze dziesięć tysiącleci cywilizacji wydawała się być zasobem niewyczerpywalnym. Dlatego też nikt nie przejmował się tym, ile krowa pije. Kilka lat temu eksperci zajmujący się wodą obliczyli jednak, że my, ludzie zużywamy obecnie połowę dostępnej na ziemi słodkiej wody, resztę pozostawiając dla ponad miliona innych gatunków. Od wielu z nich uzależnione jest nasze przetrwanie (dostarczają nam między innymi pożywienia i tlenu), zatem z podziałem zasobów wody wiąże się niebagatelny dylemat. Jeżeli zużycie rozbijemy na poszczególne gatunki, okaże się, że największymi jej konsumentami są zwierzęta hodowane na mięso. Jednym z najprostszych sposobów na ograniczenie popytu na wodę jest zredukowanie ilości spożywanego przez nas mięsa.
Standardowe wyżywienie jednej osoby w Stanach Zjednoczonych wymaga zużycia 16 000 litrów wody dziennie (woda dla zwierząt, nawadnianie upraw, przetwórstwo, zmywanie, gotowanie etc.). Dieta wegetarianina „kosztuje” zaledwie 1 200 litrów na dzień.
Raport Międzynarodowego Instytutu ds. Gospodarki Wodnej stwierdza, że 840 milionów ludzi jest niedożywionych i zaleca poszukiwanie mniej wodochłonnych sposobów produkcji pożywienia. W raporcie napisano, że aby wyprodukować mąkę na jeden bochenek chleba w krajach rozwijających się potrzeba 550 litrów wody, natomiast produkcja 100 gramów wołowiny wymaga aż do 7 000 litrów.
Powiedzmy, że codziennie bierzesz prysznic, który średnio trwa siedem minut a woda z twojego prysznica płynie w tempie 7 litra na minutę. Przy takich założeniach przez rok na kąpiele zużyjesz 17 800 litrów wody. Jeśli wartość tę porównasz z ilością wody, która – według Water Education Foundation – potrzebna jest do wytworzenia jednego funta kalifornijskiej wołowiny (9 400 litrów), okaże się, że – o dziwo! – będziesz w stanie zaoszczędzić więcej wody powstrzymując się od zjedzenia jednego funta wołowiny niż gdybyś nie kąpał się przez pół roku.
Możliwości pozbywania się odpadów, podobnie jak zasoby wodne wydawały się nieograniczone. Zawsze udawało się znaleźć nowe miejsce na wysypisko i przez całe stulecia większość śmieci albo się rozkładała, albo znikała z pola widzenia. Podobnie jak nie martwiono się tym, ile wody pije krowa, nie zaprzątano sobie też głowy ilością jej odchodów. Dziś jednakże odchodów wytwarzanych przez monstrualnych rozmiarów farmy fabryczne jest po prostu zbyt wiele na możliwości absorpcyjne naszej planety. Rzeki pełne zwierzęcych odchodów wprowadzają tyle nadmiarowego azotu do zatok, że prowadzi to do umierania rozległych obszarów morskich (patrz Environmental Intelligence, „Ocean Dead Zones Multiplying,” str. 10). Najprostszym sposobem na zmniejszenie ilości ekskrementów, które spływają wraz z rzeką Missisipi, niosąc śmierć Zatoce Meksykańskiej, jest ograniczenie spożycia mięsa, dzięki czemu redukcji ulegnie również liczebność stad hodowanych w górnym biegu rzeki w Iowa czy Missouri.
Gigantyczne farmy hodowlane liczące setki tysięcy świń, kurczaków bądź krów produkują ogromne ilości odchodów. W Stanach Zjednoczonych wytwarzają one ponad 130 razy więcej odchodów niż ludzie.
Według amerykańskiej Agencji ds. Ochrony Środowiska odchody zwierząt hodowlanych zanieczyściły już ponad 27 000 mil rzek a w bardzo wielu stanach doprowadziły do skażenia wód podziemnych.
Składniki odżywcze zawarte w zwierzęcych ekskrementach powodują kwitnienie glonów, które zużywają tlen w wodzie, przyczyniając się tym samym do powstawania „martwej strefy” w Zatoce Meksykańskiej, gdzie jest zbyt mało tlenu dla morskich stworzeń. Strefa śmierci w lecie w 1999 roku rozciągała się na powierzchni ponad 7 700 mil kwadratowych.
Zużycie energii jeszcze do niedawna większości z nas kojarzyło się z lodówkami, a nie z przechowywanym w nich mięsem i mlekiem. Ale w miarę jak coraz baczniejszą uwagę zwracamy na analizę cyklu życia kupowanych przez nas produktów, jasne staje się, że stek, który leży w zamrażalniku, zanim tam trafił „zużył” oszałamiające ilości energii. Cały cykl możemy rozpocząć od zasiania ziarna pod paszę dla bydła, co wymaga znaczących nakładów stosowanych w rolnictwie chemikaliów produkowanych na bazie ropy naftowej. Do tego dochodzi paliwo zużyte na transport bydła do ubojni a następnie mięsa do sklepu. Obecnie większość mięsa jest przewożona na ogromne odległości liczone w tysiącach mil. No i wreszcie po pobycie w lodówce mięso musi jeszcze zostać ugotowane.
Wyprodukowanie jednego funta wołowiny z bydła karmionego paszą na bazie zbóż wymaga w Stanach Zjednoczony zużycia prawie 4 litrów benzyny. Część energii została wykorzystana przez urządzenia podające zwierzętom karmę, bądź też w trakcie transportu czy w chłodni, jednakże większość była przeznaczona na użyźnienie gleby pod produkcję paszy na bazie zbóż, którą karmi się hodowane współcześnie woły i krowy. Standardowe roczne wyżywienie amerykańskiej czteroosobowej rodziny wymaga zatem zużycia 980 litrów paliwa.
Wyprodukowanie 1 kalorii pochodzącej z białka zwierzęcego przeznaczonego do spożycia przez człowieka wymaga średnio 28 kalorii energii z paliw kopalnych, podczas gdy produkcja 1 kalorii białka ze zbóż wiąże się ze zużyciem jedynie 3,3 kalorii energii.
Przejście światowego rolnictwa z produkcji zbóż „żywnościowych” na zboża „paszowe” stanowi nową formę zła realizowanego przez człowieka, które może okazać się największą i najpoważniejszą krzywdą, jaka dotychczas została przez ludzi ludziom wyrządzona. Ponad 70 procent zbóż produkowanych dziś w Stanach Zjednoczonych jest przeznaczone na pokarm dla zwierząt hodowlanych, przede wszystkim dla bydła.
[Karmienie zwierząt zbożem jest] dalece niewydajnym i absurdalnym sposobem wykorzystywania zasobów.

Globalne ocieplenie klimatu jest napędzane zużyciem energii, ponieważ głównymi jej źródłami są paliwa o wysokiej zawartości węgla, które przy spalaniu emitują dwutlenek węgla lub inne gazy cieplarniane. Jak już wyżej stwierdzono produkcja i transport mięsa przyczyniają się do zwiększonego zużycia owych paliw. Jednakże zwierzęta hodowlane emitują gazy cieplarniane również bezpośrednio, jako produkt uboczny trawienia. Bydło oddaje do atmosfery znaczące ilości metanu będącego silnym gazem cieplarnianym. Grupa działająca na rzecz ochrony środowiska Earth Save zaleca poważną redukcję światowej populacji bydła – obecnie liczącej około 1,3 miliarda sztuk.
Tona metanu, podstawowego gazu cieplarnianego emitowanego przez rolnictwo, ociepla klimat w taki sam sposób jak 23 tony dwutlenku węgla. Krowa mleczna wytwarza rocznie jakieś 75 kilogramów metanu, co odpowiada 1,5 tony dwutlenku węgla. Jest to oczywiście jak najbardziej naturalne zjawisko. Ludzie jednakże zapominają, że rolnictwo to przemysł. Wykarczowaliśmy las, zaoraliśmy ziemię, zasialiśmy trawę, wyhodowaliśmy bydło i tak dalej. To wszystko to działalność człowieka, nie natury. Zabraliśmy się za rolnictwo i jesteśmy w nim naprawdę dobrzy i właśnie dlatego stężenie metanu w atmosferze w ciągu ostatnich 250 lat wzrosło 150 razy. W tym samym czasie stężenie dwutlenku węgla zwiększyło się o 30 procent.
Istnieje silne powiązanie między ludzkim sposobem żywienia a emisjami metanu z hodowli zwierząt... Wzrostowi lub spadkowi spożycia wołowiny będzie zazwyczaj towarzyszył podobny trend w liczebności pogłowia bydła hodowlanego a w konsekwencji zmieniał się będzie również poziom emisji metanu. Ameryka Łacińska ma najwyższy regionalny poziom emisji na głowę, co przede wszystkim należy przypisywać ogromnym populacjom bydła w krajach eksporterach wołowiny (w szczególności w Brazylii i w Argentynie).
Przewody pokarmowe zwierząt hodowlanych emitują 16 procent światowych rocznych emisji metanu, który jest silnym gazem cieplarnianym.
Walcz z globalnym ociepleniem klimatu przy pomocy noża i widelca
Wydajność ziem uprawnych pod względem produkcji żywności, zgodnie z powyższymi stwierdzeniami, stopniowo spada w stosunku do wzrostu liczby ludności. Paul Ehrlich, który trzydzieści lat temu ostrzegał, że setki milionów osób umrze z głodu, nieco przesadził – jak na razie. (Ofiarą śmierci głodowej padły jedynie dziesiątki milionów.) Zielona rewolucja, połączenie nawozów i technik masowej produkcji pozwoliły na zwiększenie plonów i dały nam dodatkowy czas. To wszystko wraz z bardziej wydajnym wykorzystaniem gruntów ornych dzięki intensywnemu nawadnianiu i nawożeniu umożliwiło utrzymanie produkcji rolnej mniej więcej na poziomie odpowiadającym wzrostowi ludności przez kolejne pokolenie. Niewielki dodatkowy zysk – ale tylko niewielki – przyniesie inżynieria genetyczna. Poza ustabilizowaniem liczebności populacji (co zajmie kolejne pół wieku) pozostaje tylko jedna poważna opcja: drastyczne zmniejszenie spożycia mięsa, ponieważ przekształcenie pastwisk w uprawy przeznaczone dla ludzi pozwoli zwiększyć produkcję żywności. (Niektórzy twierdzą, że na wypas można przeznaczać te ziemie, które nie nadają się pod uprawy; na tych obszarach bydło będzie mogło nadal odgrywać istotną rolę; dziś przez bydło deptane i niszczone są ogromne obszary gruntów ornych.)
Powiedzmy, że mamy kukurydzę o wartości energetycznej 20 000 kcal [kilokalorii]. Przyjmijmy, że nakarmimy nią bydło (co robimy w przypadku 70 procent zbóż uprawianych w Stanach Zjednoczonych)…. Z tego pożywienia krowa wytworzy mięso o wartości około 2 000 kcal (zakładając dziesięcioprocentową wydajność; w rzeczywistości wydajność ta jest nieco wyższa, ale liczbą 10% łatwiej się posługiwać i dobrze zilustruje ona nasze argumenty). Wołowina odpowiadająca 2 000 pozwoli na wyżywienie jednej osoby przez jeden dzień – taka jest średnia wartość kaloryczna dziennego wyżywienia przeciętnego Amerykanina. Gdyby ludzie spożywali te 20 000 kcal kukurydzy bezpośrednio, zamiast robić to za pośrednictwem krowy, przy pomocy określonego obszaru ziemi bylibyśmy w stanie wyżywić więcej osób; zysk nie byłby pewnie dziesięciokrotnie wyższy, gdyż ludzie nie wykorzystują energii zawartej w kukurydzy tak skutecznie jak krowy, ale i tak byłby znaczący!
[Zatem] moglibyśmy wyżywić więcej osób na ziemi korzystając z takiego samego obszaru upraw, gdybyśmy spożywali pokarmy znajdujące się niżej w łańcuchu pokarmowym—innymi słowy gdybyśmy jedli rośliny zamiast zwierząt roślinożernych (kukurydzę zamiast wołowiny). Bądź też moglibyśmy wyżywić tę samą liczbę ludzi, co dzisiaj, ale przy mniejszym zniszczeniu środowiska, nie musielibyśmy bowiem wykorzystywać tak dużych połaci ziemi.
Podczas gdy trawę dla zwierząt w Stanach Zjednoczonych uprawia się na 56 milionach akrów, na produkcję warzyw dla ludzi przeznacza się tam jedynie 4 miliony akrów.
Choroby zakaźne nie przenoszą się z miejsca na miejsce same z siebie; podróżują autostopem—czy to za pośrednictwem brudnej wody, czy to zakażonej krwi, czy też szczurów lub owadów albo zakażonego mięsa. Globalizacja w znaczący sposób ułatwiła przemieszczanie się tych wszystkich „środków transportu”, co między innymi prowadzi do tego, że dana choroba, której epidemia w minionych stuleciach ograniczyłaby się do jednej wioski lub kraju, teraz szybko rozprzestrzenia się po całym globie. Gdy w 2004 roku przypadek choroby wściekłych krów został wykryty w Stanach Zjednoczonych, okazało się, że części tej samej krowy trafiły do tuzina różnych stanów. Problem ograniczania rozprzestrzeniania się chorób w globalnym systemie dystrybucji dodatkowo zaostrza wykorzystywanie urządzeń do masowej produkcji, które wymagają stosowania antybiotyków zamiast – droższego – czyszczenia w celu uniknięcia chorób i zakażeń. Lekooporność na całym świecie rośnie, więc hamowanie szerzenia się chorób staje się coraz trudniejsze. Najniebezpieczniejsze przypadki są między innymi wynikiem rosnącego nielegalnego handlu „mięsem z buszu” (bushmeat), za pośrednictwem którego choroby żyjących w lasach naczelnych, takie jak HIV – w przeszłości nie wykraczające prawdopodobnie poza granice odległych zakątków dżungli – zostały wprowadzone na nieuregulowany światowy rynek.
W raporcie Departamentu ds. Rolnictwa USA ocenia się, że 89 procent amerykańskiej wołowiny mielonej na hamburgery zawiera ślady śmiertelnego szczepu E. coli.
Odchody zwierząt zawierają chorobotwórcze patogeny takie jak Salmonella, E. coli, Cryptosporidium i pałeczki okrężnicy, które mogą tam występować w koncentracji dziesięcio- albo i stukrotnie wyższej niż w ludzkich ekskrementach. Poprzez gnojówkę człowiek może zarazić się ponad 40 chorobami.
Według Światowej Organizacji Zdrowia w wyniku co najmniej 95 przypadków zakażenia wirusem ebola odnotowanych w odległym regionie Konga – Cuvette-Ouest – śmierć poniosło ponad 85 osób. Podejrzenia co do możliwego powodu epidemii pojawiły się, gdy padać zaczęły żyjące w regionie goryle. Badania ich zwłok potwierdziły przyczynę śmierci... Urzędnicy przypuszczają, że epidemia wśród ludzi została spowodowana spożywaniem przez wieśniaków mięsa chorych naczelnych, w tym szympansów, małp i goryli. Przy uboju naczelnych i oddzielaniu ich mięsa ludzie wchodzą w kontakt z zakażoną krwią. Zarażają się również, jedząc zakażone mięso.
Uważa się, że pierwotnym źródłem epidemii HIV/AIDS mógł być żyjący w środkowo-zachodniej Afryce podgatunek szympansa oraz że przejście wirusa SIV (simian immunodeficiency virus) na człowieka nastąpiło w efekcie kontaktu z krwią szympansów zabijanych przez myśliwych.
Choroby cywilizacyjne, w szczególności choroby serca, być może przez poprzednie pokolenia nie były uznawane za problem środowiska naturalnego. Obecnie jasne już stało się, że większość problemów dotyczących zdrowia publicznego jest spowodowana stanem środowiska, a nie uwarunkowaniami genetycznymi. Dodatkowo większość schorzeń, którym można zapobiegać, wynika ze złożonej współzależności ludzi i środowiska, a nie z jednej konkretnej przyczyny. Choroby serca są związane z otyłością, u której podstaw leży zarówno nadmierne spożycie cukru i tłuszczu (zwłaszcza zwierzęcego), jak i brak aktywności fizycznej, której sprzyja układ urbanistyczny wymuszający przemieszczanie się samochodem. Problemy środowiskowe związane z rozrastaniem się przedmieść, zanieczyszczeniem powietrza, zużyciem paliw kopalnych i nieodpowiednimi metodami wykorzystywania ziemi również przyczyniają się do występowania chorób serca...
Paradoks systemu produkcji żywności polega na tym, że miliony zamożnych konsumentów w krajach rozwiniętych umierają na choroby dostatku – ataki serca, udary, cukrzycę, nowotwory – wywołane objadaniem się tłustą wołowiną i innymi mięsami, do których produkcji wykorzystano pasze na bazie zbóż; równocześnie w biednych krajach trzeciego świata ludzie umierają z biedy, gdyż odmawia się im dostępu do ziemi, na której mogliby uprawiać zboże na chleb dla swych rodzin.
Kto mówi, że mięso jest bogate w nasycone tłuszcze? Ta poprawna politycznie kampania w sprawie żywności jest kolejnym przykładem tego jak żywieniowi „dyktokraci” próbują rządzić naszym życiem.
Mięso jest źródłem bardzo znaczącego odsetka nasyconych tłuszczów w amerykańskim żywieniu.
Poza tym, że śmiertelność spowodowana chorobą wieńcową jest u wegetarian mniejsza niż u osób spożywających mięso, dieta wegetariańska okazała się również skuteczna w powstrzymywaniu tego schorzenia. Dane naukowe pokazują, że istnieje pozytywna korelacja między wegetariańską dietą a mniejszym ryzykiem ... otyłości, choroby wieńcowej, nadciśnienia, cukrzycy i niektórych rodzajów nowotworów.
[Sir Andrzej] Sęk w tym, że ja bardzo lubię wołowinę, a wołowina pewnie szkodzi mi na inteligencję.
Przeciętna długość życia mięsożercy to 63 lata. Ja niedługo skończę 85 lat a wciąż pracuję tak intensywnie jak zawsze. Żyję już dość długo i staram się umrzeć, ale po prostu mi się nie udaje. Zwykły stek wołowy by mnie wykończył, ale nie mogę się zmusić, by przełknąć choćby kęs. Prześladuje mnie strach, że będę żył wiecznie. Jest to jedyna wada wegetarianizmu.

Utrata bioróżnorodności i niebezpieczeństwo wymierania gatunków: Poza zniszczeniem lasów i łąk, które zostały zastąpione wielkoobszarowymi pastwiskami dla bydła, jak również doprowadzeniem do powstawania stref śmierci w oceanie w wyniku spływania do niego gnojówki, rosnący handel mięsem z buszu dziesiątkuje ostatnie populacje goryli, szympansów i innych naczelnych, które są zabijane dla mięsa. (Otrzymaliśmy zdjęcie, którego jednak nie zdecydowaliśmy się opublikować, przedstawiające uciętą głowę goryla leżącą w koszu na jedzenie obok kiści bananów). W miarę jak nasza planeta staje się coraz bardziej zatłoczona, ubogie społeczności coraz częściej zapuszczają się w ostoje dzikiej zwierzyny w poszukiwaniu jej mięsa – nie zawsze na własne potrzeby. W tych regionach nie wystarczy powiedzieć „jedzcie mniej mięsa”. Długoterminowe rozwiązanie problemu będzie zależało od zahamowania budowy leśnych dróg (które ułatwiają i przyspieszają inwazję myśliwych) oraz wzmocnienia ochrony przed kłusownictwem i nielegalnym handlem mięsem z buszu. Będzie ono wymagało również bardziej sprawiedliwej dystrybucji światowej ograniczonej produkcji żywności oraz pieniędzy na zakup pożywienia.
Prawdziwy problem pojawił się w ciągu ostatniego dziesięciolecia, kiedy to wielkie międzynarodowe firmy, w szczególności europejskie, swoimi drogami otworzyły [środkowoafrykańskie] lasy. Myśliwi z miast mogą wykorzystywać do przemieszczania się leśne ciężarówki... Strzelają do wszystkiego, począwszy od słoni, poprzez goryle, szympansy, bonobo, małpy a skończywszy na ptakach—absolutnie do wszystkiego. Wędzą mięso, ładują na ciężarówki i zabierają do miast, bynajmniej nie po to, by nakarmić głodujących ludzi; w mieście kupujący drożej zapłacą za mięso z buszu niż pochodzące od zwierząt hodowlanych... Myśliwi pigmeje, od setek lat żyjący w harmonii z leśnym światem, dostają teraz broń i amunicję oraz zapłatę za polowanie na potrzeby drwali. Takie działanie zdecydowanie nie spełnia warunków zrównoważonego rozwoju.
Zwierzęta odeszły, w lesie panuje cisza, a gdy wyjadą też i drwale, to co pozostanie dla tubylców? Nic.
Jane Goodall
Albert Einstein, który jest lepiej znany ze względu na swoje osiągnięcia w fizyce i matematyce niż zainteresowania naturą, powiedział kiedyś: „Nic nie będzie bardziej dobroczynne dla ludzkiego zdrowia i nic nie zwiększy szans na przetrwanie życia na ziemi w tak dużym stopniu, jak ewolucja ku diecie wegetariańskiej.” Naszym zdaniem ta wypowiedź nie dotyczy tylko i wyłącznie kwestii żywieniowych. Zwróćcie uwagę, że w niniejszym artykule niezbyt wiele napisano na temat roli mięsa w odżywianiu się człowieka, mimo że długo by mówić o przeróżnych sprawach, nie tylko chorobach krążenia. Nie zagłębialiśmy się również w kwestie etyki wegetariańskiej czy praw zwierząt. Nie chcemy tym samym deprecjonować tych względów, ale raczej zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na to że z ekologicznego i ekonomicznego punktu widzenia spożywanie mięsa zaczyna zagrażać ludzkości. Nie trzeba być szczególnie wrażliwym, by stwierdzić, że era intensywnej mięsożerności niebawem dobiegnie kresu, podobnie jak era ropy naftowej – oraz że te dwa zjawiska są ze sobą powiązane.
Gdy naczelne stają się mięsem z buszu
Jane Goodall

W 1960 r. rozpoczęłam badania nad szympansami w obecnym Parku Narodowym Gombe w Tanzanii (ówczesnej Tanganice). W trakcie 44 lat nieprzerwanych badań ze zdumieniem odkrywaliśmy jak bardzo szympansy są do nas podobne, zarówno z punktu widzenia biologii, jak i zachowania. Ich DNA np. różni się od naszego tylko w jednym procencie; mogą one też zarazić się wszystkimi ludzkimi chorobami zakaźnymi. Mózgi szympansów i ludzi są anatomicznie podobne, ponadto szympansy mają zdolności intelektualne, które niegdyś uważaliśmy za swoją wyłączną domenę. Potrafią okazywać emocje niezwykle podobne do tego co my nazywamy szczęściem, smutkiem, strachem, desperacją. Przez pięć do sześciu lat małe jest zależne od matki a nauka przebiega nie tylko na zasadzie prób i błędów, ale również, podobnie jak u ludzi, poprzez obserwację, naśladowanie i praktykę. Powstają silne, trwałe więzy emocjonalne, a dziecko może np. umrzeć z żalu za zmarłą matką, pomimo, że z fizjologicznego punktu widzenia byłoby już w stanie przetrwać bez jej mleka. Smutno patrzeć, jak żyjące na wolności szympansy, które tak wiele nauczyły nas o naszym miejscu w świecie zwierząt, odchodzą. Sto lat temu musiało ich żyć w Afryce około 2 miliony. Dzisiaj – najwyżej 150 000. Częściowo wynika to z zanikania ich naturalnych siedlisk w miarę jak ludzie zagarniają coraz to większe połacie ziemi pod uprawy, hodowlę i osadnictwo.
Największym jednakże zagrożeniem jest handel mięsem z buszu – komercyjne polowania na dzikie zwierzęta dla ich mięsa. Przez setki lat miejscowa ludność żyła w harmonii z otaczającym ich leśnym światem, zabijając tylko tyle zwierząt, ile było potrzeba by wyżywić wioskę. Obecnie wszystko się zmieniło. W latach osiemdziesiątych XX w. zagraniczne firmy wycinające las wkroczyły do ostatniego z wielkich afrykańskich lasów deszczowych. I mimo, że uprawiają one tzw. „zrównoważony wyręb”, otwierają las przy pomocy dróg. To właśnie te drogi są przyczyną problemu. Myśliwi na ciężarówkach docierają do końca drogi i strzelają do wszystkiego: od słoni poprzez szympansy i antylopy po ptaki i gady. Mięso jest rozcinane i wędzone a następnie transportowane do miasta. Tam miejska elita zapłaci za nie więcej niż za kurczaka czy kozę. Takie są jej upodobania.
Handel ten nie jest zrównoważony. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że miejscowym myśliwym płaci się również za polowania na potrzeby drwali mieszkających w lesie, czyli dla około 2 000 osób, których wcześniej tam nie było.
Instytut Jane Goodall jest jedną z siedmiu organizacji pozarządowych zaangażowanych w Partnerstwo Lasów Dorzecza Kongo (Congo Basin Forest Partnership), które dzięki finansowaniu przez amerykański Departament Stanu i Unię Europejską stara się zahamować handel mięsem z buszu. Współpracujemy z innymi organizacjami pozarządowymi, urzędnikami rządowymi, agencjami dobroczynnymi oraz formami zajmującymi się wyrębem lasów i górnictwem. Staramy się edukować i angażować lokalną ludność we współpracę z nami, pomagając jej poprawić swoje warunki życia (np. w ramach programu TACARE w okolicach Gombe).
Jeżeli handel mięsem z buszu będzie kontynuowany jak dotychczas, w ciągu najbliższych 15 lat wszystkie wielkie małpy w dorzeczu Konga mogą wyginąć. Inne zwierzęta również czeka ten los, bądź zdziesiątkowanie. Jeżeli przegramy, to w pewnym momencie wszystkie cudowne zwierzęta dorzecza Konga znikną. Nie możemy do tego dopuścić.
W pracy pomaga nam ponad 115 szympansów – sierot mieszkających w naszym Sanktuarium Tchimpounga. Większość z ich matek została zastrzelona dla mięsa. Zachęcamy lokalną ludność, zwłaszcza dzieci szkolne, do odwiedzania sanktuarium. Nasi goście widząc jak szympansy obejmują się, całują, trzymają się za ręce, posługują się przedmiotami jak narzędziami – i z bliska patrząc w ich oczy – zdają sobie sprawę, jak bardzo istoty te są podobne do człowieka. Wiele wychodzących osób mówi, że nigdy więcej nie tknie szympansiego mięsa, ani nie przekroczy progu serwujących je restauracji. Te sieroty są prawdziwymi ambasadorami swoich dziko-żyjących krewnych.
Widzimy też inne powody do nadziei, gdyż coraz więcej osób na całym świecie zaczyna rozumieć niebezpieczeństwo i stara się pomóc. Jeśli utracimy nadzieję, przegramy, gdyż popadniemy w apatię a nasi najbliżsi dzicy krewni będą w dalszym ciągu zabijani i zjadani, aż w końcu ich zabraknie.